Umowa na stronę internetową: zapisy, które muszą się znaleźć, żeby nie stracić
Sprawdź 7 zapisów, których brak w umowie na stronę może Cię kosztować od tysięcy złotych do utraty całej witryny: zakres prac, kary za opóźnienie, prawa autorskie do kodu, przekazanie dostępów i zasady gwarancji.
Dostałeś projekt umowy od wykonawcy strony internetowej. Przeskanowałeś wzrokiem kilkanaście stron, wydało Ci się, że wszystko jest w porządku - cena, termin, coś o prawach autorskich - i już sięgasz po długopis. Stop. Właśnie w tym momencie większość ludzi wpada w kłopoty, które wychodzą na jaw dopiero miesiąc po odbiorze projektu albo rok później, gdy chcą zmienić agencję.
Nie jestem prawnikiem ani radcą prawnym - jestem webdeveloperem z 13-letnim doświadczeniem, który przez ten czas widział kilkaset umów (w tym własnych) i pomógł kilku klientom wyjść z projektów, w których brak jednego zdania kosztował ich dziesiątki tysięcy złotych. W tym artykule pokażę Ci siedem zapisów, bez których podpisanie umowy na stronę to loteria, i do każdego dorzucę konkretną pułapkę z życia wziętą.
Zakres prac jako oddzielny załącznik - nie opis ogólny w treści umowy
Najczęstszy błąd, jaki widzę: umowa opisuje przedmiot zamówienia jednym zdaniem w stylu "strona firmowa z podstronami". Każda ze stron wyobraża to sobie inaczej. Ty myślisz o 12 podstronach, formularzu kontaktowym, integracji z Google Maps i wersji angielskiej. Wykonawca wycenił 5 podstron i prostą stronę "O nas".
Jak powinno wyglądać dobre rozwiązanie? Zakres prac jako numerowany załącznik nr 1, z listą: wszystkich podstron z nazwami, funkcji (formularz, slider, newsletter, kalkulator, mapa), technologii (WordPress + konkretny motyw lub custom PHP, WooCommerce jeśli sklep), pola tekstowe do uzupełnienia przez klienta lub pisane przez wykonawcę, oraz co NIE wchodzi w zakres.
Pułapka: "Strona z funkcjami podobnymi do X" - jeśli jako wzór podajesz adres URL konkurenta, wykonawca zinterpretuje to po swojemu. Zamiast tego: opisuj funkcje numerycznie. Nie kolory i fonty, ale konkretne akcje użytkownika.
Przy projektach, które zamawiam dla klientów, zawsze zaczynam od briefu technicznego, który potem przechodzi dosłownie do umowy jako załącznik. Dzięki temu obie strony mają ten sam dokument - i nie ma miejsca na "ale ja myślałem, że...".
Harmonogram z kamieniami milowymi i karami za opóźnienie
Termin oddania strony zapisany jako "do końca 2025 roku" to nie harmonogram - to pobożne życzenie. Dobra umowa dzieli projekt na etapy z datami i kwotami płatności przypiętymi do każdego z nich.
Jak zapisać harmonogram w umowie
| Element harmonogramu | Zapis słaby | Zapis mocny |
|---|---|---|
| Termin realizacji | Do końca miesiąca | 30.09.2025 (etap 1: projekt graficzny), 31.10.2025 (etap 2: wdrożenie), 14.11.2025 (odbiór końcowy) |
| Płatności | 50% z góry, 50% po oddaniu | 30% zaliczka, 40% po akceptacji makiet, 30% po odbiorze końcowym |
| Opóźnienie | Brak zapisu | 0,2% wartości kontraktu netto za każdy dzień roboczy zwłoki, max 15% |
| Odbiór | Gdy klient jest zadowolony | Klient ma 7 dni roboczych na zgłoszenie uwag; brak odpowiedzi = akceptacja |
Kara umowna za opóźnienie to element, z którego wykonawcy najchętniej rezygnują. Standardowy rynek (opieram się tu na kilkudziesięciu umowach, które widziałem w Polsce w ostatnich kilku latach) operuje stawką 0,1-0,5% wartości netto za każdy dzień roboczy opóźnienia po terminie. Przy projekcie za 8 000 zł netto i stawce 0,2% daje to 16 zł dziennie - mało, ale mobilizujące. Górny limit 10-20% całości to zabezpieczenie dla obu stron.
Pułapka: umowy bez kary za opóźnienie od strony klienta. Jeśli to Ty nie dostarsz treści, zdjęć czy zatwierdzeń na czas, wykonawca ma prawo przesunąć termin. Dobre umowy to uwzględniają - i słusznie, pod warunkiem że terminy po stronie klienta też są konkretne, a nie rozmyte.
Przeniesienie majątkowych praw autorskich do kodu i grafiki
To najważniejszy prawnie zapis całej umowy i jednocześnie ten, który najczęściej jest napisany niechlujnie lub w ogóle go nie ma.
Polskie prawo (art. 53 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych) mówi wprost: przeniesienie majątkowych praw autorskich wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności. Jeśli tego zapisu nie ma, albo jest w emailu, albo "omówiliśmy to ustnie" - prawa zostają u wykonawcy. Ty masz licencję do używania strony, ale nie możesz jej zmodyfikować, odsprzedać ani przekazać innemu wykonawcy bez zgody twórcy.
Co powinno znaleźć się w zapisie o prawach autorskich:
Prawa autorskie - lista kontrolna zapisu w umowie
- Przeniesienie majątkowych praw autorskich (nie tylko licencja) do kodu, grafiki, layoutu, treści tworzonych przez wykonawcę
- Wskazanie pól eksploatacji: utrwalanie i zwielokrotnianie, dystrybucja w internecie, modyfikowanie i tworzenie opracowań, użycie w materiałach marketingowych
- Prawa zależne: Ty możesz modyfikować dzieło bez zgody twórcy
- Prawo do sublicencjonowania: możesz przekazać kod nowemu wykonawcy
- Data przejścia praw: zazwyczaj z chwilą zapłaty ostatniej transzy
Pułapka, na którą natrafiłem kilkakrotnie: wykonawca używa motywu premium (np. kupionego na Envato za 60 dolarów) i twierdzi, że "przeniósł prawa". Nie może - bo sam ma tylko licencję, nie własność. W umowie musi się znaleźć lista komponentów stron trzecich z podaniem, na jakiej licencji działają (GPL, MIT, CC) i czy możesz je modyfikować oraz przekazywać dalej.
Więcej o tym, kto naprawdę jest właścicielem strony po projekcie, opisałem w artykule kto jest właścicielem strony - kod, domena, dane.
Przekazanie domeny, hostingu i wszystkich dostępów
To punkt, który często w ogóle nie pojawia się w umowie - bo wykonawca zakłada, że "to oczywiste", a klient nie wie, że ma o to pytać. A potem projekt jest skończony, faktura zapłacona i nagle okazuje się, że domena jest zarejestrowana na agencję, a hosting też.
Plusy
- Agencja zarządza domeną i hostingiem za Ciebie (wygodne, gdy nie chcesz się tym zajmować)
- Jeden punkt kontaktu przy problemach technicznych
- Mniejsze ryzyko błędu przy konfiguracji technicznej po stronie klienta
Minusy
- Jeśli rozstaniesz się z agencją w złej atmosferze, domena jest u niej i może negocjować jej wydanie
- Nie otrzymujesz faktur za hosting bezpośrednio, co utrudnia rozliczenia
- Przy zamknięciu agencji lub jej bankructwie Twoja domena przepada w bałaganie
- Zmiana dostawcy hostingu wymaga zgody agencji
Moja rekomendacja, którą stosuję wobec wszystkich klientów: domena na Ciebie od pierwszego dnia, hosting płacony przez Ciebie bezpośrednio (lub przez agencję, ale na Twoim koncie). Agencja dostaje dostęp techniczny (konto FTP, panel hostingowy), ale właścicielem konta jest klient.
Co powinno trafić do umowy: termin przekazania dostępów (np. do 5 dni roboczych od odbioru końcowego), lista konkretnych dostępów (panel domeny z kodem AUTH/EPP, login/hasło FTP lub SFTP, dane phpMyAdmin lub eksport bazy danych, login do panelu administracyjnego WordPress z rolą administratora, dostęp do kont email, klucze API zewnętrznych integracji jeśli płacone przez klienta).
U polskich rejestratorów (home.pl, nazwa.pl, OVH, az.pl) przeniesienie domeny wymaga kodu EPP i zgody aktualnego abonenta. Procedura trwa od kilku godzin do kilku dni. Jeśli domena jest na agencji, nie masz możliwości jej przeniesienia bez jej współpracy - stąd tak ważne, żeby od razu była na Tobie.
Liczba i zasady poprawek
Brak limitu poprawek to pułapka działająca w obie strony. Klient może żądać bez końca drobnych zmian i blokować projekt. Wykonawca może twierdzić, że każda zmiana po pierwszej jest już "extra". Żadna ze stron nie jest zadowolona, a projekt się nie kończy.
Standard, który stosuję i który widzę w dobrych umowach: 2-3 rundy bezpłatnych poprawek na etap graficzny (projekt, makiety) i 1-2 rundy na etap wdrożeniowy. Każda runda ma formę: klient zgłasza uwagi jednym zbiorczym mailem w terminie X dni, wykonawca implementuje w terminie Y dni. Poprawka to zmiana mieszcząca się w przyjętym zakresie - nie dodawanie nowych funkcji, podstron czy zmiana koncepcji.
Pułapka: "poprawki w rozsądnym zakresie" bez liczby rund i bez definicji, co jest poprawką, a co nowym zakresem. Ten zapis zawsze przegrywa ten, kto płaci - bo to wykonawca będzie interpretował, co jest rozsądne.
Dobry zapis: "Zamawiającemu przysługują dwie rundy bezpłatnych poprawek do projektu graficznego. Runda to jeden zbiorczy dokument z uwagami, przesłany emailem w terminie 5 dni roboczych od otrzymania materiałów. Każda kolejna runda kosztuje 300 zł netto."
Gwarancja i opieka po wdrożeniu
Nikt nie mówi o tym przy podpisaniu umowy, a potem jest awantura. Strona padnie w niedzielę wieczorem przed ważną kampanią, formularz kontaktowy przestanie działać po aktualizacji WordPressa albo sklep przestanie przyjmować płatności po zmianie API u PayU.
Które błędy wchodzą w gwarancję, a które nie? Dobra umowa to rozdziela. Gwarancja obejmuje błędy w dostarczonym kodzie i konfiguracji - czyli to, co wykonawca zepsował lub źle skonfigurował. Nie obejmuje: błędów wynikłych z Twoich własnych modyfikacji, problemów po aktualizacjach wtyczek których nie zatwierdziłeś, awarii serwera po stronie hostingodawcy, zmian w zewnętrznych API (np. PayU zmienia stawki czy adresy endpointów).
Czas reakcji to drugi kluczowy element. "Błędy krytyczne" (strona niedostępna, sklep nie przyjmuje płatności) powinny mieć czas reakcji 24-48h. "Błędy istotne" (jeden formularz nie działa, błąd na konkretnej podstronie) - 3-5 dni. "Poprawki kosmetyczne" - przy najbliższej paczce prac.
Po okresie gwarancji: koniecznie zapisz, czy wykonawca oferuje opiekę płatną i na jakich warunkach, czy możesz samodzielnie modyfikować stronę (tak - jeśli prawa autorskie przeniesione), czy możesz zlecić opiekę komuś innemu.
Zasady rezygnacji i rozwiązania umowy
Mało kto myśli o tym przy podpisaniu, ale to jeden z ważniejszych zapisów - szczególnie przy projektach, które się nie toczą tak jak trzeba.
Co powinno być zapisane: co się dzieje z wypłaconymi zaliczkami przy rezygnacji z winy klienta (zazwyczaj przepadają, ewentualnie rozlicza się etapy), co się dzieje przy rezygnacji z winy wykonawcy (zwrot wpłaconych kwot plus ewentualne odszkodowanie), co klient dostaje, gdy projekt jest w połowie (częściowo wykonane pliki, projekt graficzny, kod w stanie X), ile wynosi termin wypowiedzenia.
Pułapka, na którą kilka razy trafiłem: umowa z zapisem "zaliczka bezzwrotna" bez żadnych wyjątków. Wykonawca bierze 50% z góry, nie robi nic przez 2 miesiące i wtedy twierdzi, że klient nie dostarczył treści (nawet jeśli nie zostały poproszone). Klient traci pieniądze i czas. Dobry zapis mówi, że zaliczka przepada tylko wtedy, gdy opóźnienie wynika udokumentowanie z winy klienta.
Sprawdzenie, czy wykonawca w ogóle jest wiarygodny, zanim podpiszesz jakąkolwiek umowę, to odrębny temat - opisałem go w artykule o czerwonych flagach przy wyborze wykonawcy strony.
Jeden zapis, który jest często pomijany: własność konta Google Analytics i GSC
To nie jest kwestia praw autorskich w sensie klasycznym, ale praktycznie bardzo ważna. Kto zakłada konto Google Analytics 4 i Google Search Console na Twoją domenę? Jeśli robi to agencja na swoim koncie Google i tylko "daje Ci dostęp", to przy zmianie agencji możesz stracić historię danych.
Dotyczy to też: konta Google Tag Manager, Meta Pixel, kont reklamowych Google Ads i Meta Ads (jeśli są zakładane w ramach projektu), integracji z zewnętrznymi narzędziami.
Zapis w umowie: wszystkie konta analityczne i reklamowe zakładane są na adres email klienta lub klient jest właścicielem zasobu i administratorem konta, a wykonawca jedynie dostaje dostęp techniczny.
Jeśli szukasz więcej informacji o tym, jak powinien wyglądać cały proces zamawiania strony od briefu po odbiór, przeczytaj artykuł o kosztach i procesie zamówienia strony internetowej. A jeśli zastanawiasz się, czy w ogóle potrzebujesz nowej strony internetowej czy sklepu - wejdź na stronę usług i napisz.
Sama umowa o dzieło lub zlecenie może być zawarta ustnie, ale przeniesienie majątkowych praw autorskich do kodu i grafiki wymaga bezwzględnie formy pisemnej (art. 53 ustawy o prawie autorskim). Bez pisemnego zapisu prawa zostają u wykonawcy, nawet jeśli zapłaciłeś w całości. Bez konkretnego limitu wykonawca może uznać każdą Twoją prośbę za wykraczającą poza zakres i doliczyć opłatę, albo odwrotnie - Ty możesz żądać kolejnych przeróbek bez końca. Standard rynkowy to 2-3 rundy bezpłatnych poprawek na etap projektu. Zawsze Ty jako klient. Jeśli agencja rejestruje domenę na siebie, technicznie to jej własność. Przeniesienie (cesja) domeny u polskich rejestratorów jak home.pl, nazwa.pl czy OVH jest możliwe, ale bywa opłatne i zajmuje kilka dni. Lepiej zapobiec niż leczyć. Typowy zapis to 0,1-0,5% wartości brutto kontraktu za każdy dzień roboczy opóźnienia, z górnym limitem 10-20% całości. Sądy mogą miarkować rażąco wygórowane kary, ale zbyt niska stawka nie mobilizuje nikogo do dotrzymania terminu. Rękojmia wynika z Kodeksu cywilnego i obowiązuje automatycznie (2 lata dla przedsiębiorców, można ją ograniczyć w B2B). Gwarancja to dobrowolne zobowiązanie wykonawcy - warto ją zapisać z konkretnym czasem reakcji i katalogiem wyłączeń (np. błędy wynikłe z ingerencji Twojego personelu). Jeśli umowa nie zawiera zapisu o przekazaniu kodu i dostępów FTP/bazy danych, możesz mieć problem prawny. W praktyce: najpierw formalne wezwanie pisemne, potem mediacja lub sąd. Najlepiej zapobiec, wpisując do umowy termin i formę przekazania wszystkich dostępów - np. do 5 dni roboczych od odbioru końcowego.Najczęstsze pytania
Czy umowa na stronę internetową musi być w formie pisemnej?
Co się stanie, jeśli nie zapiszę liczby poprawek w umowie?
Kto powinien być właścicielem domeny i hostingu?
Ile powinna wynosić kara umowna za opóźnienie w oddaniu strony?
Czym różni się gwarancja od rękojmi przy umowie na stronę?
Co zrobić, gdy wykonawca odmawia przekazania kodu źródłowego po projekcie?
Potrzebujesz pomocy z projektem?
Robię strony WordPress i sklepy Shoper od 2500 zł. Partner Shoper, 120+ projektów.
- Odpowiedź w 24h
- Certyfikowany Partner Shoper
- 120+ zrealizowanych projektów
- Zgodność z RODO, pełna ochrona danych